• Wpisów: 210
  • Średnio co: 13 dni
  • Ostatni wpis: 4 lata temu, 10:18
  • Licznik odwiedzin: 31 167 / 2831 dni
 
rooxankaa
 
Nadrabiając dalej zaległości, pokażę Wam co kupiłam będąc 16 sierpnia w Manufakturze.
2516550606_5c7f06aa36_o.jpg

(źródło: www.google.pl)
Nie szukałam niczego konkretnego, miałam jeszcze bon o wartości 50zł do wykorzystania w całej Manu, ale nie miałam sprecyzowanych zakupów poza jednym.
Napaliłam się na cień Inglota o numerze 397, podobno jest to odpowiednik cienia z MAC'a Naked Lunch, który zawsze chciałam mieć. Tutaj znalazłam porównanie: anne-mademoiselle.blogspot.com/(…)mac-naked-lunch-i…
Pomyślałam, że nawet jeśli różni się od oryginału, to warto wydać 10zł i go mieć. Nie wyobrażam sobie żebym za oryginał z MAC'a zapłaciła 50zł albo i więcej. Niby jakość, niby marka, ale dla mnie i tak wydanie 50zł na JEDEN cień, to przesada i już. Na zdjęciu nie udało mi się uchwycić idealnie Inglota 397, ale planuję zrobić o nim osobny post, swatche, jak prezentuje się na powiece itp. Co mnie najbardziej zdziwiło, to obsługa w salonie Inglota w Manufakturze. Było 5 albo i 6 pracownic. Jedna malowała klientkę, druga się przyglądała, pozostałe były zajęte innymi paniami. Pomyślałam, że poczekam, pooglądam sobie. Co zauważyłam? Gdy inne klientki wchodziły do sklepu i zaczynały coś oglądać, natychmiast zjawiała się przy nich pracownica, pytała w czym może pomóc itp. Do mnie nie podszedł nikt. Czekałam 5 minut, 10 minut, po 15 minutach moje zniecierpliwienie sięgnęło zenitu, tym bardziej że dwie pracownice były wolne i totalnie mnie olewały. O co chodzi? Nie weszłam do sklepu z widłami i w gumiakach żeby mnie tak olać, że to niby nie warto się mną zajmować itp. Z calym szacunkiem dla ludzi mieszkających na wsi, nic do Was nie mam ani do gumiaków ani do wideł, metafora taka. Podeszłam do jednej z dziewczyn i grzecznie pytam czy dostanę cień, wkład o numerze 397. Podeszła do jakiejś szafki, otworzyła i szuka. I szuka. I szuka. I SZUKA TAK JAKBY CHCIAŁA, A NIE MOGŁA (miałam ochotę napluć jej na kark). Jest! Znalazła! Już mi go podawała, gdy nagle cofnęła rękę i z nieufnością zapytała: "A paletka jest?". Spojrzałam na nią i z kamienną twarzą mówię: "Jest", a ona do mnie dalej: "NA PEWNO?!". Odpowiedziałam, że wiem co mam w domu. Nie mogłam w to uwierzyć. A jakbym odpowiedziała, że paletki nie mam, to już sobie wkładu kupić nie mogę?! Oczywiście, że paletki... nie mam. Buahahahahahahaha >:o Okłamałam ją. Peszek.
SDC124071 (1000 x 750).jpg

Reszta zakupów to spodnie i buty.
SDC12392 (1000 x 832).jpg

Buty, a właściwie tenisówki kupiłam w Deichmannie za zawrotną cenę... 24zł! Są bardzo wygodne, podobają mi się, mają fajny motyw i ta cena :)
SDC12394 (1000 x 750).jpg

SDC12395 (1000 x 836).jpg

SDC12397 (1000 x 750).jpg

W C&A znalazłam marmurkowe spodnie. Kosztowały 79,99gr. Mając bon na 50zł i Matkę Chrzestną przy sobie, która dopłaciła mi 29,99gr, za spodnie nie zapłaciłam nic :D
SDC12400 (1000 x 1333).jpg

SDC12402 (1000 x 1998).jpg

SDC12403 (1000 x 2111).jpg

SDC12404 (1000 x 2448).jpg

Miłego popołudnia Kochane :*

Nie możesz dodać komentarza.
Tylko zalogowani użytkownicy mogą komentować ten wpis.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego